Wrażenia z pierwszego w historii Majora Dota 2 zorganizowanego w Polsce

Posted by: Fen 4 months, 3 weeks ago

Ostatni weekend lutego spędzony w Katowicach zapamiętam na długo. We wspomnieniach z pewnością będą dominowały pozytywne akcenty związane z pierwszym w historii turniejem Dota 2 klasy Major zorganizowanym w Polsce. Z chwil mniej przyjemnych (a parę ich było) już zdążyłem wyciągnąć odpowiednie wnioski i mam nadzieję, że tego samego będziemy mogli oczekiwać od organizatorów, którzy zaliczyli kilka potknięć. Część mniejszych, dopuszczalnych i kilka trochę większych, mogących negatywnie wpłynąć na odbiór całej imprezy, szczególnie przez gości z zagranicy.

W kolejnych akapitach przeczytacie o tym, co wpłynęło na mój (w większości) pozytywny odbiór pierwszej części esportowego maratonu w Katowicach oraz czego nauczyliśmy się po dwóch dniach zaciekłej rywalizacji. Miłej lektury!

Dobra komunikacja to podstawa

Udając się w sobotę rano do Spodka marzyłem o tym, by jak najszybciej znaleźć się z dala od wszechobecnego chłodu. Dodatkowe cztery i pół godziny spędzone na dworcu w Katowicach tylko to uczucie spotęgowały. Na miejsce dotarłem kilka minut przed oficjalnym otwarciem. Obsługa ustawiona dookoła hali widowiskowo-sportowej niestety nie potrafiła udzielić mi odpowiedzi na pytanie, gdzie znajduje się wejście dla mediów. Sam powinienem o tym wiedzieć (i po części moja w tym wina), gdyż pracownik Mindspot Communication & Media przesłał mailowo mapkę poglądową całego obiektu (chwała Wam za to oraz za przewodnik dla prasy), jednak będąc na miejscu pierwszy raz, trudno się odnaleźć mając do pomocy wyłącznie mapę w telefonie. Przy samym Spodku zabrakło chociaż jednego drogowskazu, który informowałby posiadaczy wejściówek premium oraz prasy o okrążeniu kompleksu budynków (International Congress Center połączony ze Spodkiem), żeby trafić do odpowiedniego wejścia. Takiego oznakowania nie brakowało już za to na kilka metrów od właściwych drzwi.

Po znalezieniu się przed owymi drzwiami doświadczyłem sporego zaniedbania. Część pracowników będąca na zewnątrz w ogóle nie mówiła po angielsku. Wszelkie problemy gości z zagranicy pozostawały bez odpowiedzi do czasu, aż znalazł się ktoś, kto przypadkiem był w stanie pomóc danej osobie. Na najprostsze pytania obcokrajowców w tamtym miejscu odpowiadałem ja lub inny uczestnik imprezy, stojący akurat obok zaistniałej sytuacji. Tak minęło mi kilkanaście kolejnych minut po których niestety, żadne drzwi nie zostały otwarte. Osoby stojące w kolejce premium wpuszczono do środka po 9:30 (ponad pół godziny po czasie), a media na krótko przed tym.

Problemy z językiem angielskim u pracowników hali oraz na terenie organizowanego równocześnie IEM Expo Katowice były już za to niemal niezauważalne i część obcokrajowców skarżyła się jedynie na to, że zbyt wiele paneli (konkursowych, dyskusyjnych, około growych) prowadzona była wyłącznie po Polsku.

Płatna wejściówka nie spełniła oczekiwań

Ten zarzut z pewnością dotarł już do organizatorów ESL One Katowice 2018. Bilety premium kosztujące 400 złotych nie były warte swojej ceny, a ich nabywcy wyrażali niezadowolenie na Reddicie, Facebooku i bezpośrednio w katowickim Spodku. Oto kilka z zarzutów, jakie zdecydowałem się wyróżnić:

  • osoby z biletami premium zostały wpuszczone na halę widowiskowo-sportową później niż uczestnicy imprezy wchodzący za darmo,
  • miejsca premium przeznaczone do śledzenia rozgrywek Dota 2 były umieszczone na samym dole Spodek Areny przez co dłuższe oglądanie ogromnych ekranów znajdujących się po lewej i prawej stronie było skrajnie niewygodne, a już na pewno najmniej przyjemne,
  • siedzenia w strefie premium były zwykłymi, drewnianymi krzesłami, przez co część osób wolała przenieść się na wyższe trybuny,
  • goodiebag, czyli paczka z upominkami gwarantowana za zakup biletu premium miała tylko jeden przedmiot związany z Dotą, jej zawartość nie była zbytnio satysfakcjonująca, a pakowanie pierwszego dnia trwało o wiele za długo,
  • bilet premium w Hamburgu zapewniał dostęp chociażby do dodatkowego wyżywienia; w Katowicach najlepsze opinie zbierało jedzenie poza areną,
  • za pierwszą i każdą kolejną rzecz pozostawioną w szatni trzeba było zapłacić po raz kolejny bez względu na posiadaną wejściówkę,
  • słabo przemyślane miejsce, w którym drużyny Dota 2 rozdawały autografy
    • bilet premium nie dawał gwarancji, że zdobędzie się upragniony podpis,
    • w kolejkach do popularnych zespołów stało się od 30 minut do ponad godziny (nawet jako premium),
    • brak jakiegokolwiek podglądu na to, jak przebiegały gry w momencie oczekiwania na autografy / zdjęcia,

Pieniądze wydane na bilet można było spokojnie przeznaczyć, na zakup upominków dostępnych wewnątrz areny (niewielki Secret Shop czy sklepy z koszulkami) i uczestniczyć w całym wydarzeniu zupełnie za darmo. Uważam, że w przypadku tego konkretnego turnieju, osoby nie płacące za bilet ani grosza będą miały o nim o wiele lepsze zdanie od uczestników, którzy zdecydowali się zapłacić za wejściówkę.

Vici Gaming poza Chinami radzi sobie wyśmienicie

Ogromne słowa uznania kieruję do graczy Vici Gaming, którzy występem w tym turnieju udowodnili, że mogą bez problemu rywalizować z najsilniejszymi reprezentacjami z Europy oraz regionu CIS. Drużyna, w skład której wchodzi: Paparazi, Ori, eLeVen, LaNm oraz Fenrir dwukrotnie pokonała Team Liquid (2:1), zwyciężyła w fazie grupowej z Virtus.pro (2:0) i nie mniej widowiskowo rozprawiła się z OG (1:0). W finale zabrakło im rozwiązań na perfekcyjnie przygotowane VP, które w pomeczowych wywiadach potwierdziło, że po odpowiednim podejściu do draftu przeciwko ekipie VG, oponent nie stanowił dla nich większego problemu.

Zespół trenowany przez Mikasę zalicza niestety regularne wpadki we własnym regionie, gdzie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zdarzało im się przegrywać z LGD, VGJ.T czy Newbee w nierzadko jednostronnych pojedynkach. Po występie w Katowicach, gracze Vici Gaming ustabilizowali swoją pozycję w piątce najmocniejszych drużyn Dota 2. W kolejnych turniejach (Bucharest Major 2018) z pewnością zobaczymy podstawowy skład VG w zaawansowanym etapie rywalizacji.

Virtus.pro po zmianie w składzie jest jeszcze silniejsze!

Wszelkie skojarzenia tego podtytułu z dywizją CS:GO są niezamierzone.

Dwukrotni mistrzowie Majorów ESL One w porę zorientowali się, gdzie leży przyczyna nagłego spadku formy i niesatysfakcjonujących rezultatów. W Katowicach każdy z graczy rosyjsko-ukraińskiej formacji był w fenomenalnej dyspozycji i jak sami przyznają w licznych wywiadach - “wciąż mają coś do poprawienia w swojej grze”. Uznany za najlepszego zawodnika całych zawodów - Vladimir “RodjER” Nikogosyan dołączył do drużyny niespełna miesiąc przed turniejem w Katowicach i już zdążył sięgnąć po jedno z najcenniejszych trofeów pierwszego sezonu Dota Pro Circuit.

Dwudziestoczterolatek grający na pozycji czwartej, w każdej z rozgrywanych serii znacząco wpłynął na przebieg całej rozgrywki. Szczególne wyróżnienie należy mu się za przełamanie passy porażek VP przeciwko Evil Geniuses. Jego Sand King oraz Naga Siren były kluczowe w ograniczaniu najważniejszych bohaterów przeciwnika, a także w bezbłędnym inicjowaniu większości walk drużynowych. Jeśli RodjER utrzyma formę z Katowic na dłużej, to jego koledzy mogą czuć się całkowicie bezpiecznie w starciach z Team Liquid, Team Secret, Vici Gaming czy Newbee, bowiem to rywale będą musieli wziąć supporta Virtus.pro na celownik już w fazie wyboru bohaterów.

Zatrudnienie DJ-a na imprezie tego typu mija się z celem

I jest to raczej ogólny zarzut w stronę słabo zrealizowanych przerywników pomiędzy meczami. Ekipa ESL One zaserwowała oglądającym fantastyczny, ponad pięciominutowy film otwierający imprezę. Jest to jeden z najbardziej uniwersalnych materiałów stworzonych na potrzeby zawodów esportowych i obok kapitalnej reklamy Mercedesa - najlepsza wizytówka całej imprezy w Katowicach.

Problem leży jednak w tym, że oprócz tych dwóch świetnych materiałów, faza playoffs nie oferowała praktycznie niczego związanego z Dota 2 podczas przerw. Bardzo odczuwalny był brak SirActionSlacksa, który zdążył przyzwyczaić widzów do swojego humoru i materiałów wypełniających czas oczekiwania na kolejne mecze. Powtarzane do znudzenia reklamy, zapętlone widoki z drona na Katowice i nieliczne wywiady od Sheever to wszystko, co mogliśmy obejrzeć na żywo w Spodku oraz na Facebookowym oficjalnym streamie. Zwieńczeniem słabego wypełnienia przerw był koncert Stefana Engbloma występującego w duecie z Olle Corneerem jako Dada Life. I żeby nie było wątpliwości - dawniej, bardzo lubiłem electro house, teraz mój gust muzyczny uległ nieco zmianie, ale wciąż przyjemność sprawia mi słuchanie tego typu utworów (szczególnie podczas wysiłku fizycznego). Przyjemność tym większą, im bardziej dane miejsce jest przygotowane do doznań dźwiękowych, a katowicki Spodek był pod względem dźwięku po prostu doskonały! Występ Dada Life zrobił na mnie i ludziach obecnych w hali widowiskowo-sportowej niemałe wrażenie, jednak nie jestem przekonany czy mistrzostwa esportowe są odpowiednim miejscem na tego typu atrakcje. W przerwie między spotkaniami większość osób zdążyła opuścić miejsca siedzące, by wziąć udział w konkursach, udać się po autografy czy do toalety lub zwyczajnie zjeść coś ze znajomymi. Mało kto spodziewał się występu DJ-a w tak nietypowym momencie i nawet fenomenalna oprawa audio-wizualna nie zdołała poruszyć pozostałej publiki. To zwyczajnie nie miejsce i czas na takie przerywniki. Pomysł ten nie wypalił na ESL One Cologne 2017, nie wypalił przed rokiem na IEM-ie, a także podczas The International 2015, gdy do współpracy zaproszono Joela Thomasa Zimmermana znanego jako Deadmau5. Mam nadzieję, że bazując na tych przykładach, żaden z organizatorów Minorów i Majorów nie popełni kolejny raz tego samego błędu i spróbuje wypełnić czas przed lub po finale w zupełnie inny sposób.

Jak zatem było?

Ja bawiłem się fenomenalnie. Szczególnie drugiego dnia, gdy po względnie spokojnej nocy byłem wyspany i gotowy do chłonięcia atrakcji serwowanych w katowickim Spodku. Drużyny zagrały świetnie, emocji było co niemiara. Komentatorzy, analitycy i paneliści stanęli na najwyższym światowym poziomie. Cały turniej zaliczył chyba tylko jedno większe opóźnienie, które dla osób będących na miejscu nie miało chyba aż tak dużego znaczenia.

Hala była przygotowana rewelacyjnie, choć faza picków-banów mogła obejść się bez niezręcznej zabawy w “zgadnij kto to”. Wszelkie problemy ze zbyt uciążliwym oświetleniem rozwiązano niemal natychmiastowo (choć nie do końca), osobom siedzącym w strefie premium dano do podglądu dodatkowy duży ekran w centrum, a specjalne efekty wizualne, jak przelanie pierwszej krwi czy podniesienie Aegisa robiły niemałe wrażenie.

Bolączką dla gości z zagranicy mogły być pewne problemy językowe oraz to, że wewnątrz areny ceny były wyłącznie w złotówkach. Chyba nikt nie akceptował płatności chociażby w euro.

Negatywne wrażenia z pewnością mieli także widzowie oglądający relację na oficjalnym streamie. Nie dlatego, że transmisja była w jakimkolwiek stopniu nieprofesjonalna. Po prostu Facebook nie jest jeszcze miejscem na przyjęcie tak solidnie zrealizowanej imprezy esportowej. Największy portal społecznościowy ma przed sobą długą drogę by zaserwować potencjalnym oglądającym doświadczenia, których nie oferuje Twitch i tym samym, dobrowolnie przyciągnąć widzów sportów elektronicznych z całego świata na swoją stronę. Z pewnością nie uda się tego zrealizować próbą zmonopolizowania rynku na siłę i wykupywaniem wyłącznych praw do transmisji poszczególnych imprez. Nie tędy droga.

Pierwszy w historii Major Dota 2 w Polsce uważam za udany i życzę sobie i Wam jak najwięcej tego typu możliwości do spotkania się. Dziękuję wszystkim tym osobom, z którymi widziałem się w katowickim Spodku, a także za to że wytrwaliście do końca tekstu. Do następnego razu!